Dekoracja z badyla DIY

Zawsze podobały mi się we wnętrzach dekoracje z wykorzystaniem gałęzi, patyków czy badyli. Jednak mieszkając w mieście nie tak łatwo znaleźć ładny patyk. Bo przecież nie każdy jest ładny, zgrabny, fajnie pozakrzywiany. Miałam jednak nadzieję, że kiedyś mi się w końcu jakiś trafi, z którego będę mogła zrobić coś fajnego. I trafił się.


Wypatrzyłam go na osiedlowym trawniku i długo się do niego przekonywałam mijając prawie codziennie. Taki mój błąd, który często popełniam. Zbyt długie zastanawianie się często prowadzi do tego, że ktoś mi potencjalną zdobycz zdąży buchnąć sprzed nosa. Bo ja najpierw zastanawiam się co z tym zrobić, czy będzie pasować, czy będzie dobrze wyglądać, zamiast najpierw brać, a potem myśleć. Nie wiem, co ze mną jest nie tak. Na szczęście na badyla nie było chętnych, więc zabrałam go do domu.
Nie obyło się oczywiście bez przeszkód. Ponad dwumetrowy, prosty jak drut i sztywny kijaszek nie zmieścił się do windy. Dziewięć pieter później byłam już z nim w domu.

Od początku wiedziałam gdzie będzie jego miejsce. Róg przedpokoju przy drzwiach. Zawsze oczami wyobraźni widziałam, że coś takiego tam właśnie stoi. I mimo, że wolałabym, żeby kij był bardziej pogięty, czy z małymi gałązkami, to gdy już stanął, wyglądał całkiem całkiem.

Bo sam w sobie kij jest bardzo ciekawy. Nie wiem co przeszedł, ale prawie cały jest odkorowany i dziwnie pogryziony, porysowany. Może to sprawka korników? Ale nie ma w nim dziurek, tylko te 
bruzdy.




Badyl musiałam trochę skrócić, bo okazał się za długi i ustabilizować, by się nie przewrócił. W całości wygląda to tak.


Teraz wystarczyło go już jakoś ozdobić, by nie wyglądał tak smutno. Przeszukałam swoje szuflady i użyłam do tego, to co akurat znalazłam:
- drewniane klamerki;
- pocztówki;
- małe brzozowe krążki;
- drewniane kółeczka (elementy drewnianego karnisza);
- kawałki kory;
- góry z listewek i papieru, które zrobiłam kilka dni wcześniej i akurat stwierdziłam, że będą świetnie pasować.


Klamerki z jednej strony pomalowałam na czarno i przykleiłam do niech po drewnianym krążku. Następnie przykleiłam je klejem do drewna do kija, zabezpieczając taśmą, do momentu, aż klej dobrze złapie.


Z kory wycięłam trójkąciki. W sumie, to jeszcze wtedy nie wiedziałam co z nimi dokładnie zrobię.


A do drewnianych kółeczek dowiesiłam biały i czarny kordonek, tworząc coś w rodzaju łapaczy snów.



Do wszystkiego co chciałam powiesić, podoczepiałam sznureczki. Kartki pocztowe złapałam klamerkami. Przestawiałam, przekładałam, aż uzyskałam zadowalający mnie efekt.








I jak Wam się podoba taka dekoracja?
A najfajniejsze jest w niej to, że zawsze mogę zmienić to co tam wisi. Sama już jestem ciekawa jak będzie wyglądać za kilka miesięcy w okresie Świąt Bożego Narodzenia,a potem Wielkanocy. A na imprezę urodzinową córy, powieszę tam jej zdjęcia, a na Halloween... ehh rozpędziłam się...:)

Miłego !



Komentarze

Podobają Ci się zdjęcia? Zapisz je sobie :)

Obserwatorzy